poniedziałek, 17 listopada 2014

Zasmakowałem w zielonym

Spotkałem ostatnio starą znajomą. To znaczy nie żeby znajoma była stara. Nasza znajomość raczej. Bo sama znajoma młodsza jest ode mnie, o co zresztą coraz łatwiej. Tak czy inaczej ta znajoma świetnie gotuje. Wiem, bo kilkukrotnie byłem zaproszony na obiad. Jej makaronowe rurki nadziewane mięsem i szpinakiem wspominam do dziś. Nie pamiętam dokładnie w jakim celu, ale kilka razy na pewno wykorzystała też w kuchni brokuły. No i właśnie o brokułach i zmianie smaku będzie mowa. Generalnie o zmianach właściwie.

Brokułów szczerze nienawidziłem. Do tego stopnia, że gdy z wyżej wspomnianą znajomą robiłem przedobiadowe zakupy, zawsze paczkę z mrożonymi brokułami starałem się chwilę potem zostawić czy to obok sklepu, czy na przykościelnym murku. Niestety, nigdy to się nie udawało, bo czujne oko gospodyni ów podstęp dostrzegało.

Ludzie się jednak zmieniają – jakkolwiek ten banał nie zabrzmiał teraz. Po kilkunastu miesiącach spostrzegłem bowiem nagle, że brokuły do obiadu zamawiam namiętnie. Nieważne czy to pstrąg, posiłek w Rodeo Drive, czy domowy obiad. Zawsze lubiłem zielony kolor, a teraz i zielony smak polubiłem. Bywa.

Może to jest kwestia kulinarnej odwagi, tego, że teraz częściej próbuję niż dawniej, że nowego się nie boję i własne zdanie mam. A skoro w krótkim czasie może zmienić się podejście do życia, pracy, skoro można ludzi polubić i spostrzec, że przyjaciele – z ich wadami i zaletami – są potrzebni, to przecież można i w brokułach zasmakować, prawda? Próbować tylko trzeba! To samo danie na dwa sposoby zrobione, inaczej przecież może smakować. Zupełnie inaczej.

jakub_guder, środa, 24 listopada 2010

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz