Wreszcie! Tygodnie, miesiące poszukiwać nie poszły na marne! Znalazłem świeżą bazylię na spaghetti! W kuchni, w której na dodatek śpiewał Michael Buble - mógłbym tam umrzeć.
Kuchnia to nazwa restauracji w nasypie kolejowym przy ulicy Bogusławskiego, kilka kroków od centrum handlowego Arkady i od teatru muzycznego Capitol. Jednym słowem na drodze z pracy do domu i odwrotnie, zatem w znakomity miejscu by posilić się przed partyjką pokera. Do Kuchni zabrałem Tomka. Zgodził się podstępnie łatwo, mówiąc że już tam był, ale zwyczajnie chodziło o to, że blisko miał na tramwaj ku przeznaczeniu - jeśli mogę to tak określić.
Przy tej wizycie skusiłem się na taggiatelle z brokułami i sosem z sera pleśniowego (w granicach 16 zł). Jakież było moje zdziwienie kiedy brokuły okazało się żywo zielone i nierozgotowane a całość spowita była na obrzeżach talerza proszkiem czerwonej papryki. Cóż za kolorystyka!
Szok był jeszcze większy kiedy jakiś czas później znów zamówiłem w Kuchni makaron (tym razem z pieprzem i jakimś niewyszukanym sosem – trochę ponad 12 zł), a na nim dostałem kilka listków świeżej bazylii! Więc Bóg istnieje i wysłuchał moich próśb!
Z głośników leciały standardy w wykonaniu Michela Buble - szarmanckiego młodego człowieka, który w nastolatkach budzi piski a w ich matkach raz jeszcze rozpala instynkt macierzyński.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz