czwartek, 13 listopada 2014

Wielkie źrenice w pizzerii na Gaju

- Pięknie się panu te źrenice rozszerzyły – mówi sympatyczna pani w białym kitlu, a ja już ostrości nie mogę złapać patrząc w telefon komórkowy. Co tu jest napisane: „Wiesia” czy „Wieśka”? Różnica to zasadnicza, czy dzwonie do mamy, czy do kochanki. Zrezygnowałem z dzwonienia. Zresztą jak wyszedłem z gabinetu okulistycznego widziałem jeszcze gorzej, chociaż oczy niby mam zdrowe. No i tak na ślepo wybrałem się na pizze. Na wrocławskim Gaju.


Piadine (szynka parmeńska, rucola, tortilla pszenna, mozzarella, sos truflowy) (© Jakub Guder)

Gaju nie znam zupełnie. Na dodatek przyjechałem taksówką. Ruszyłem więc w prawo – tak podpowiadał instynkt. Szedłem wzdłuż kolejnych bloków wciąż usiłując ustawić ostrość patrząc w telefon. Stres przed wizytą u lekarza był taki, że cały dzień nic nie przełknąłem, toteż rad byłem, gdy zza rogu wyłoniły się włoskie barwy na niewielkim bilbordzie wskazujące, że 30 m obok mogę zjeść pizze.

Zbliżyłem się do stojących przed lokalem stolików. Widzę – chociaż niewyraźnie – że jest czystko i schludnie, klienci sączą piwko i coś jedzą. Wchodzę zatem. W środku pomarańczowe kanapy, pomarańczowe obrusy, ciemnobrązowe stoły i krzesła. Wszystko rozstawione przy ścianach. Do tego pomarańczowe zasłony i czerwone gerbery na stolikach Mrużę oczy i wreszcie widzę szyld: Palato Cielo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz