poniedziałek, 17 listopada 2014

Hamować się, by nie jeść paluchami

Cały film "Deathproof" Quentina Tarantino uważam za genialny, ale jest 27 sekund, które w moim odczuciu są kultowe. Najpierw na obracający się talerz gramofonu spada winylowa płyta, potem obniża się ramię, słyszymy pierwsze takty kawałka Staggolee grupy Pacific Gas & Electric, a chwilę potem kamera zza ucha pokazuje kaskadera Mike'a, który rękami je Nacho Grande oblizując co chwilę palce (fragment poniżej). Jeśli chcecie się tak poczuć, to polecam "Czerwone sombrero" - całkiem przyjemną meksykańską knajpę w Sky Tower.



Z trzech znanych mi wrocławskich restauracji z podobną kuchnią zdecydowanie lepszy klimat i wystrój mają  zarówno "Mexico Bar" przy ul. Rzeźniczej jak i "The Mexican" przy ul. Szewskiej. Jednak jedzenie w "Czerwonym sombrero" jest - śmiem zaryzykować - lepsze.

Na przystawkę poszło tostades (7,90 zł - chrupiące toritille kukurydziane z nadzieniem wołowym lub drobiowym, fot. nr 1). Potem Frito Pie Grande (24,90 zł, fot. nr 3) - "chrupiące nachos zapiekane z mięsem z kurczaka i wołowiny, polane fasolowym sosen z serem, paskami kaktusa, papryką, cebulą, czarnymi oliwkami, papryczką jalopeno, guacamole i pomidorami oraz okraszone kwaśną śmietaną i polane salsą". Opis z menu od rzeczywistości nie odbiega i jak kaskader Mike chciałem paluchami pochłaniać tę ucztę, ale jednak nie wypada przy senioricie.

Do tego skosztowałem sałatki z grillowaną polędwiczką (17,90 zł, fot. nr 2). Wszystko podane szybko przez sympatyczną kelnerkę z lampką półwytrawnego czerwonego wina. Przyjemny wieczór. Polecam.

JG




jakub_guder, środa, 22 maja 2013

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz