Na ile śląskie są kluski śląskie tego nie wiem. To zresztą temat wymagające przestudiowania historycznych źródeł i z pewnością na tyle wdzięczny, by poświęcić mu osobny wpis. Ja chciałbym natomiast dziś zwrócić się do moich kulinarnych czytelników z dramatycznym apelem: wyrabiając ciasto na ten narodowy skarb nie dodawajcie – na miłość boską! - jajek!
Przepis jest prosty. Ugotowane i przeciśnięte ziemniaki należy ułożyć w garnku i jak tylko przestygną podzielić na cztery części. ¼ ziemniaczanej masy usunąć i w jej miejsce wsypać mąki ziemniaczanej. To wszystko! Naprawdę! Trochę wysiłku wymaga wyrobienie ciasta, ale aksamitny smak tego specyfiku tuż po ugotowaniu wynagradza wiele. Bez jajka – jest bardziej miękko, delikatnie, subtelnie. Widać różnicę, a skoro widać różnicę to po co przepłacać? - jak mówi reklama. Nawet prawdziwy Ślązak u Makłowicza jajek nie dodawał.
Swego czasu w mojej rodzinie było kilka wesel w roku. Raz nawet wywiało mnie w mazowieckie. Klusek śląskich na ślubnym obiedzie nie było. Dla mnie i dla wielu Dolnoślązaków rzecz nie do pomyślenia. Więc pewnie kluchy jednak śląskie są...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz