czwartek, 13 listopada 2014

Łyk hedonizmu

Zawsze chciałem iść do wrocławskiego Monopolu. Duch Marleny Dietrich, Pabla Picacassa i Zbyszka Cybulskiego oraz przedwojenna historia są naprawdę silne i przyciągają niczym magnes.

Kiedy więc dowiedziałem się, że 57. gala Plebiscytu na Najlepszego Sportowca i Trenera Dolnego Śląska odbędzie się właśnie w hotelu przy Świdnickiej, byłem niezwykle rad, że i ja – skromny, początkujący dziennikarzyna – znajdę się w tych murach.

Historia Monopolu jest długa. Wybudowany został w 1892 roku przez dwóch żydów. Bankiera Wallenberga Pachaly'ego i architekta Karla Grossera i już pod koniec XIX wieku uznawany był za lokal luksusowy. Po II wojnie światowej w kawiarni „Monopol” bywał artystyczny światek Wrocławia. Po zmianie właściciela hotel powtórnie otworzono w kwietniu ubiegłego roku. Do końca marca 2010 dwuosobowy pokój można wynająć w promocyjnej cenie... 550 zł na noc.

W 1937 roku ze specjalnie wybudowanego balkonu przemawiał tu Adolf Hitler. Ponad 20 lat później krzyczano pod hotelem „Janku śpiewaj...” i Kiepura śpiewał. Notabene z tego samego balkonu.
Ten rys historyczny wzbogacać by można o kolejne nazwiska, ale że w tym miejscu liczy się bardziej to co na talerzu, dlatego przejdę do szczegółów. Przystawka: sakiewki Carpaccio faszerowane ricottą pod płatkiem sera Gran Padano. Pierwsze danie: krem z kurek z grzankami. Drugie: polędwica wieprzowa serwowana ze strudlem ziemniaczanym i musem szpinakowym, a na deser tiramisu – rzecz najlepsza z tego wszystkiego.

Dania w małych porcjach, tak jak to pokazują w innych luksusowych restauracjach na Travel Channel. Przy okrągłych stołach siedzi po osiem osób. Kelnerzy i kelnerki wychodzą z kuchni w rządku. Jeden za drugim z talerzem zmierzają do danego stolika. Otaczają go i gdy już każdy garson stoi za swoim gościem synchroniczne, przez prawe ramię klienta podają potrawę. Rytuał powtarza się za każdym razem, również przy zbieraniu nakrycia. Snobizm? Dla mnie bomba, bo kto choć raz nie chciałby znaleźć się w takiej bajce?

W pamięci zostanie mi też przesympatyczna kelnerka Anita. Dla niej i dla tej magii miejsca do Monopolu jeszcze pójdę. Może chociaż na wódkę-martini (wstrząśnięte, nie mieszane) będzie mnie stać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz