czwartek, 13 listopada 2014

Gościniec Misoni - a gdzie to jest?

Gdzieś między wzgórzami południowej Wielkopolski, jak mały domek z pudełka zapałek, rzucone jest Misoni. Możecie się śmiać, ale tak to właśnie wygląda.

Zjeżdża się najpierw z jednej głównej drogi w mniejszą, potem z tej w jeszcze mniejszą. Po drodze z okna samochodu widzimy Kobylą Górę (248 m. npm) z krzyżem milenijnym – najwyższy szczyt południowej Wielkopolski. Taki lokalny Giewont. Z okna Misoni widok rozciąga się na pagórkowate, soczystozielone o tej porze roku pola. Siedzimy i zastanawiamy się, gdzie właściwie jesteśmy.


fot. hotelmisoni.pl

O miejscu tym słuchy dotarły do mojego rodzinnego Sycowa chyba kilka lat temu. Mówiło się, że gdzieś w Rzetni (wioska w powiecie kępińskim, woj. wielkopolskie) jest taki gościniec, zadziwiająco elegancki jak na miejsce, że pokój można wynająć, dobrze zjeść. Na trasie Syców – Ostrzeszów natrafić było można na drogowskazy „Gościniec Misoni”. No i wreszcie w majowy weekend postanowiłem odwiedzić to miejsce. Nie żałowałem, bo mojego podniebienia dawno nikt tak nie popieścił.

Wcale nie wygląda Misoni na obiekt wybudowany współcześnie. Często jest tak, że w takich budynkach mamy za dużo wszystkiego, a przez to robi się kiczowato. Tu jest inaczej. Wszystko tak jakoś... pasuje do siebie. W środku drewno, stare portrety wąsiastych panów, drewniane dość solidne - ale nie toporne - krzesła i stoły, na nich świeże kwiaty i czyste obrusy. Być może Magda Gessler ściągnęłaby tylko kilka niepotrzebnych ozdób ze ścian czy z sufitu, ale ja bym tego nie zrobił. Niech zostanie tak jak jest – przytulnie. No i jeszcze ten widok z okna... Cudo!

Śliwki na ciepłym winie z gałką lodów i bitą śmietaną. Obok: latte machiato a likierem amaretto, podawana profesjonalnie - jedynie z długą łyżką a bez słomki (fot. WG)


Ceny nie są atutem Misoni. Może to lokal dla snobów, ale za klasę się przecież płaci. Tutaj mała dygresja na temat menu. Otóż lubię czuć się w restauracji jak gość specjalny, dla którego niejako lista dań została przygotowana indywidualnie. Bo chociaż uwielbiam na przykład jeść we wrocławskim Alladynie, to czuje się oszukany, gdy w bliźniaczym Globetrotterze połowę dań w menu jest takich samych. Wyczuwam w tym masówkę, a masówkę to ja w fast foodach mam! Dlatego właśnie menu Misoni jest jego największym atutem. Mamy filet z indyka z masłem kokosowym, zraz zawijany cielęcy z sosem prowansalskim, pstrąg z grilla z sosem pieprzowym. Bo w karcie wcale nie musi być nie wiadomo ile dań. Wystarczy, że są ambitne.

Decydujemy się na desery. Zamawiamy sałatkę owocową z likierem cytrynowym, deser lodowy z wieloowocowym musem oraz – moje – śliwki na winie z lodami i bita śmietaną. Nie czekamy długo, a wszystko stoi przed nami i wygląda zachwycająco! Wyłazi wręcz z pucharów i talerza. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Kolorowo, czysto, z pomysłem i grzesznie pysznie!

W Misoni można przenocować, zorganizować weselę lub komunię. Niedawno powstał basen pod chmurką, jest plac zabaw dla dzieci. Agroturystyka na wyższym poziomie. Wszystko robione z pasją – to widać!

Gościniec Misoni
http://www.hotelmisoni.pl/
Rzetnia 107
63-600 Kępno
tel. 062 79-14-940
fax 062 79-14-941
tel. kom. 0 665 511 625
e-mail: hotel@hotelmisoni.pl

Restauracja czynna cały tydzień od godziny 12:00 do 22:00

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz