poniedziałek, 17 listopada 2014

Jakie nie są smaki Indii

Nieskromnie powiem, że do powrotu zachęcili mnie czytelnicy. Może nie była to setka wrzeszczących fanek, nawet 10 osób to nie było. Jednak więcej niż dwie. A że do tego doszło kulinarne zbulwersowanie, jakiego dawno nie przeżyłem, oto efekt.



Nasłuchałem się ostatnio audycji radiowych o Indiach. Nie mówię już o mozaice kulturowej, religijnej i językowej, bo to rzecz oczywista. Karmiono bowiem do syta słuchaczy wywodami o indyjskiej (hinduskiej) kuchni. Jaka ona aromatyczna, jaka wielowymiarowa i do tego ostra na niespotykanym dla europejczyka poziomie... Od razu do głowy przyszła mi myśl, by wybrać się do wrocławskiej restauracji Spice India (ul. Wita Stwosza 15), by tych wszystkich smaków popróbować. No i masz ci los - poszedłem.

Wzdrygnąłem się zaraz na wejściu, bo już wydawało mi się jakoś tak oficjalnie i (zbyt)elegancko. Do lokalu trzeba iść w dół, schodami niejako w piwnicę. Przez moment było tajemniczo i zmysłowo, bo stąpa się między (zgaszonymi) świeczuszkami i płatkami kwiatów. Sceneria jak z Baśni 1001 nocy. Drzwi jednak szklane jak do mlecznego baru, a w środku niby orientalnie, a jednak jakoś tak sztywno i trochę zbyt biznesowo. W każdym razie gdy przekroczy się próg, to nie czuć, że weszło się w inny świat. Tego oczekiwałem.

Kelner niby miły, grzeczny, ale jakby trochę wystraszony. Starał się zaproponować jakiś stolik, ale ostatecznie sam wybrałem. Mało asertywny jakiś taki. Otwieram menu i patrzę: jagnięcina, baranina, owce morza, placki z pieca tandoor. Ceny słuszne zaczynające się od 32 zł za danie. Decyduję się na chicken korma - kawałki kurczaka w sosie z orzechów nerkowca z indyjskimi przyprawami (32 zł) oraz chicken tikka masala - kawałki grillowanego kurczaka w sosie cebulowo-pomidorowym również z indyjskimi przyprawami (32 zł). Do tego indyjska herbata chai (7 zł). Prawdę mówiąc nie wiem co to, ale że podobnie na herbatę wołają w Turcji, to liczę na miłe podobieństwo. Zamówienie złożyłem, a mimo tego kelner stoi nade mną i po chwili nieśmiałości zwraca uwagę, że powinienem poprosić też o dodatek - ryż, indyjski chlebek, czy coś w tym rodzaju, bo tego nie ma w zestawie. Nie ma - za 32 zł. Domawiam ryż, za który płacę - 7 zł. Najdroższy ryż w życiu. Bywa.

Dania ładnie podane, na osobnych, efektownych misach mięso, na osobnej ryż. Wszystko miesza się dopiero na talerzu. Festiwalu smaków i aromatów jednak nie ma. Niby czuć orzechy nerkowca, ale gdzieś w oddali. Nazwa restauracji też do czegoś zobowiązuje, ale tu ani kszty pikantności! Nieco lepiej jest z kurczakiem w sosie pomidorowo-cebulowym. Jest zdecydowanie ostrzejszy, ale prócz tego niewiele innych smaków. No może na pochwałę zasługuje mięso - jest świetnie usmażone, przy tym soczyste i delikatne. Generalnie jednak wszystko warte jest mniej niż 32 zł (+ ryż) za porcję. Płacę bez mała 90 zł i wychodzę rozczarowany, dziwiąc się hinduskim rodzinom, że tam siedzą tak spokojnie. Mniejsza o jedzenie, ale przy tamtejszej muzyce też długo wytrzymać nie można.

JG

jakub_guder, środa, 28 listopada 2012

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz